Okazuje się że powrót może oznaczać zagubienie. Trochę to paradoksalne.
Wyciągam rower i zwiedzam stare strony. Czegoś mi brakuje i nie mogę wypełnić tej pustki zakupami, książkami i filmami. Dokładnie wiem czego. Boję się, że zabijanie smutków będzie mnie dużo kosztować. Jak na razie- z braku alternatywy zacieśniam stosunki rodzinne. Może to i dobrze?
Rozpiera mnie energia.
Jutro rozmowa o pracę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz