wtorek, 22 czerwca 2010

Fulanie.

Jestem rozrajlowana. Nie pomoże nawet następna para szczewików, szkloki, ani zygówek w łóżku. Bebok w mojej głowie, frechowny! Naklachałabym się przy kołaczu z posypką... Markotno!
Tyla gryfnych słówek
we gowa wlazuje
co tu obrać ludzie?
co komu pasuje?

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Krążenie na rowerze.


Okazuje się że powrót może oznaczać zagubienie. Trochę to paradoksalne.
Wyciągam rower i zwiedzam stare strony. Czegoś mi brakuje i nie mogę wypełnić tej pustki zakupami, książkami i filmami. Dokładnie wiem czego. Boję się, że zabijanie smutków będzie mnie dużo kosztować. Jak na razie- z braku alternatywy zacieśniam stosunki rodzinne. Może to i dobrze?
Rozpiera mnie energia.
Jutro rozmowa o pracę...

środa, 16 czerwca 2010

Mieszanka.

Na palenisku stoi wielki kocioł. Jednooka czarownica wrzuca do niego kolejno:
zażenowanie, gasnącą euforię i moc wspomnień. Miesza to wszystko zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Hm. Potrawka z moich emocji raczej nie będzie smaczna.

Szykuję się właśnie na park linowy. Po raz pierwszy będę robiła coś takiego. To pierwszy krok w poszukiwaniu pasji.
Myślę, że zakończenie I roku studiów to najwyższa pora na zabranie się za to. Po sesji stałam się aktywna- energia mnie roznosi. Nie potrafię usiąść przed telewizorem. Nawet książki czytam na ławce, uważając tylko żeby wariujący amstaff na mnie nie wskoczył.

"Marina" Zafona jest bardzo wciągająca.
;)